Muzyka w Raju | Dzień 2

Wieczór drugi.

Wczoraj trzy koncerty jak trzy stopnie, po których muzycy sprowadzali nas w coraz dalszą przeszłość. Drugi wieczór znów dał się uwieść porządkowi liczby trzy – najpierw trio (Arparla i AsiaBoślak-Górniok), potem duet – viole da gamba, a na końcu flet prosty solo.

Tak więc – po pierwsze – trio – sonaty skrzypcowe Uccelliniego.

Wiolinistyka barokowa po latach  „partyzanckich działań zaczepnych” w stosunku do tak zwanego nurtu oficjalnego, a więc od czasów pionierskich dokonań Kuijkena czy Standage’a, przeżywa dzisiaj niebywały wręcz rozkwit. Jeszcze w pod koniec ubiegłego wieku pojawiło się na scenach i na płytach kilku wirtuozów, którzy swoim kunsztem stworzyli pewne stylistyczne maniery wykonawcze, stając się dla rzeszy barokowych skrzypków artystycznym punktem odniesienia. Można więc mówić o „ekumenicznym” stylu Biondiego, arystokratycznym Gattiego, energetycznym Carminioli czy imrowizacyjnym, dżezującym Manziego. Davide Monti ma coś z każdego z nich, choć tego wieczoru słyszałem w jego grze najwięcej freestylowych riffów Manziego. Ech, gdyby tylko jeszcze miał taką jak Andrew precyzję intonacyjną... A kim okaże się Davide w swoim następnym koncercie festiwalowym?  

Po drugie – duet - Les Voix Humaines i muzyka angielska.

W XVI/XVII wieku każda szanująca się rodzina mieszczańska w Anglii posiadała kufer z violami, zaś wykształcenie muzyczne - gra na violi – należało do obowiązkowych. Tak, tak, w historii ludzkości były czasy, kiedy – jeśli ktoś zapragnął posłuchać muzyki - to musiał ją sobie sam zagrać. I kiedy tak słuchałem kanadyjskich gambistek - Susie Napper i Margaret Little – zrozumiałem, że w domach możnych mieszczan i w wiejskich posiadłościach arystokracji, w których toczyło się powszednie, rodzinne życie, to właśnie w chwilach wspólnego muzykowania życie to nabierało innego wymiaru – stawało się, być może tylko na tę chwilę, prawdziwą harmonią, bez której przecież muzyka nie ma racji bytu. Jakość wykonania schodziła na drugi plan. Prawdziwa Muzyka działa się między ludźmi. Ta Muzyka, która była i jest miłością.

Po trzecie – solistka, przeurocza, prześliczna, radosna, autentyczna, zachwycająca Bolette Roed, której wirtuozowska gra na flecie jednym, dwóch, (czasami słyszałem nawet trzy głosy) nie ma jakiejś granicy rozwoju. Ta dziewczyna, choć należy do absolutnej ekstraklasy światowej flecistów, ciągle się rozwija. Każdego roku pokazuje w Paradyżu jakiś nowy, niespodziewany wymiar sztuki wykonawczej. I co zupełnie niewiarygodne - coraz lepiej mówi po polsku! Bolette – zostań z nami! Zostań z nami! Zostań z nami!

Szymon Małecki

See video
See video
See video
See video