Muzyka w Raju | Dzień 5

Wieczór piąty

... że powtórzę siebie: A jeszcze zmierzają do Paradyża barokowe odwody - mandolinista Avi Vital, wiolonczelistka Elena Andryeyev, wirtuoz violi korbowe Matthias Loibnerj, fideli VivaBiancaLuna Biffi, harfistka Angelique Mauillon, się będzie działooo!!! No i działo się! Barokowa orkiestra zwołana ad hoc i utworzona z tego, co który muzyk miał pod, ręką dała popis iście barokowej elokwencji. Więc najpierw Jean-Baptiste Lully z uroczystym Marche Pour la Ceremonie des Turcs - powiedzmy cztery, no cztery z plusikiem, bo zabrakło może pewnej barokowej pompatyczności, przesady, patosu. 12 muzyków to o 10 za mało, choć pewnie jeszcze kontrabas i fagot w składzie załatwiłyby sprawę polubownie. Ten utwór Lulliego to takie barokowe cwałowanie Walkirii i dopiero jakieś minimum zorganizowanego hałasu produkuje u słuchaczy odpowienią dawkę adrenaliny i daje zamierzony efekt. No ale potem Telemanna uwertura Les Nations Anciens et Modernes i Couperina czwarta odsłona La Piemontaise z Les Nations - to już piątka, a czasami nawet piątka z plusem. Wydaje się, że znasz już uwerturę Telemanna i nic nie jest cię w stanie zaskoczyć a tu kolory brzmień zmieniające się i skrzące barwami jak jesienne liście. Pięknie, przepięknie. I tak było do przerwy.
A po przerwie... że powtórzę siebie z wieczoru drugiego: A kim okaże się Davide w swoim następnym koncercie festiwalowym?
I nie wiem, co napisać. Bo Pory Roku Vivaldiego to taki samograj, chyba już w setkach realizacji płytowych, w radiowych dżinglach, w dzwonkach telefonów komórkowych etc. Jak tu okazać się twórczym? Z której strony to ugryźć? W jakim stylu przemówić? Lato i zima malowane smyczkiem przez Davide Montiego to nie była czysta muzyka, to był raczej barokowy teatr jednego aktora, barokowy happening. Davide Monti odważył się być na scenie sobą i wygrał - uwiódł wszystkich, a kiedy spadły na niego frenetyczne oklaski publiczności - wycofał się do muzyków orkiestry jakby chciał powiedzieć: 
- To nie moja wina, to wszystko  ten rudzielec Vivaldi!
Oj nie wszystko, Davide, nie wszystko.
No i trzeba w końcu napisać o czwartecie The Baetles z Kopenhagi (The Danish String Quartet). Różnią się od brytyjskich poprzedników absolutnie wszystkim - są muzycznie wykształceni,  wysocy blondyni, nie piją, nie palą, nie grają rocka, ale ich muzyka - Mozart, Bach czy nawet Ravel - wywołują u słuchaczy, (a u słuchaczek w stopniu zwielokrotnionym) skutek taki sam, jaki wywoływały koncerty legendarnej czwórki z Liverpoolu. To się nazywa siła przekonywania...
 
Szymon Małecki
 
See video
See video
See video
See video