Muzyka w Raju | Dzień 8

„Akordeon w Raju?! Dla większości tych, którzy nie byli na wczorajszym koncercie, ten instrument kojarzy się tylko z weselami, ulicznymi grajkami i muzyką mało poważną. Jak więc mógł trafić na taki festiwal? To miejsce dla skrzypiec, fletów, harf i przepięknych głosów! To chyba jakaś pomyłka!”- początkowo słyszałem wiele takich opinii. Sam byłem ciekaw, co sympatyczny Duńczyk potrafi wykrzesać z tego cuda.
Andreas Borregaard wraz z przyjaciółmi z zespołów Gaman i Involata nie czuli żadnej presji. Na próbach doskonale się bawili. Były to raczej towarzyskie spotkania z przerwami na granie. Nigdy bym nie wpadł na to, że z tego tak niepozornego, pełnego lekkości i finezji grania zrodzi się tak wspaniały koncert. Każdy, kto siedział tego wieczoru na widowni widział to, z jakim skupieniem Andreas gra solo i jak świetnie bawi się muzyką razem z przyjaciółmi. Możliwe, że sprawiało im to więcej frajdy niż niektórym z nas. Pokazali, że muzyka dawna może być lekka i przyjemna. Publiczność była zgodna - kilkanaście minut, jak się wydawało, a w rzeczywistości przeszło godzinny koncert - to za mało. W oklaskach można było słyszeć skandowanie: „więcej! więcej!”. Po przepysznym bisie przyszedł czas na pyszny serniczek i niecierpliwe wyczekiwanie na dzwonek zwiastujący kolejny koncert.
Gdy już wróciłem syty i wygodnie usiadłem na swoim miejscu, moją twarz rozpromienił uśmiech. Zaraziła mnie nim VivaBiancaLuna Biffi, która wchodząc na scenę, uśmiechała się jak zawsze, od ucha do ucha, wprowadziła nastrój niecierpliwego wyczekiwania na pierwsze dźwięki jej koncertu. Pamiętałem jej środowy koncert i domyślałem się, jakiego występu się spodziewać. Miałem nadzieję, że dzięki muzyce przeniosę się tylko do czasów da Vinciego. Okazało się, że muzyka przeniosła mnie „aż” do czasów da Vinciego. Już po chwili zazdrościłem mu tego, czego mógł słuchać na co dzień. W trakcie koncertu przeszła mi przez chwilę myśl, że do pełni szczęścia brakuje jedynie męskiego głosu- i tym razem artyści mnie nie zawiedli - jak na zawołanie Guillermo zaczął śpiewać. Niestety, jak się okazało, był to już ostatni utwór. Na całe szczęście Viva obiecała, że razem z Angelique przekonają Guillermo, by śpiewał częściej. Trzymam kciuki aby się udało!
Ostatni koncert – kolejny wielki znak zapytania. Improwizacja po raz trzeci – sprzedane? Już dwa razy tegorocznym artystom udało się dobrze sprzedać swoje improwizacje.  Byłem ciekaw, czy zrobią to kolejny raz. Wiele na to wskazywało- od improwizacji właśnie rozpoczął festiwal David Hildebrant, później mogliśmy usłyszeć w podobnym stylu chorał gregoriański w wykonaniu Ars Choralis Coeln i Alphy. Wiedziałem, że w jednej chwili może być lirycznie, natomiast po chwili zupełnie odwrotnie. Każdy z członków zespołu jest zupełnie inny a razem tworzą mieszankę wręcz wybuchową – nie może więc być źle. Tak się stało -mix fletów, saksofonów i instrumentów perkusyjnych kolejny raz zdał egzamin.
Po minach wychodzących słuchaczy dochodzę do wniosku, że nie tylko mi improwizacje przypadły do gustu. Pozostał jeszcze jeden koncert – niespodzianka. Czego możemy się podziewać? Artyści festiwalu „Muzyka w Raju” przyzwyczaili nas do jednego- zawsze zaskakują. Wybaczamy im tę niepewność, przede wszystkim dlatego, że są to miłe zaskoczenia.

Łukasz Pendrak

See video
See video